Szukam, szukam ideału…

5 05 2008

A może ideału nie ma? Jeśli spojrzycie na kategorie w której umieściłem ten post pewnie domyślicie się o co mi chodzi. Pewnie wiele osób jeśli już opóści znienawidzonego windowsa zacznie się zastanawiać “jaka dystrybucja jest najlepsza?” Widziałem już nie jeden temat na różnych forach linuksowych gdzie ludzie kłucili się o wyższości debiana nad gentoo :) Jeśli myślicie że tutaj znajdziecie odpowiedź na to którą dystrybucje wybrać to się mylicie, bo ja sam nie wiem. Ja sam zaczynałem od ubuntu wtedy jeszcze Feisty Fawn (7.04), potem zaczęło mnie męczyć ociężałe ubuntu, więc postanowiłem zaryzykować i zainstalować debiana. Po wielu trudach udało się w pełni przejść na debiana. Ale jak to mówi prawo Murphy’ego Jeżeli myślisz, że idzie dobrze - na pewno nie wiesz wszystkiego. Tak więc coś w tym debianie musiało być złe… i stało się. Na początku była instalacja mpd i sonaty… niestety po instalacji wywalało mi błąd więc zrezygnowałem z sonaty. Kolejną przeszkodą okazał się apache. Pewnie pomyślicie jak to możliwe żeby apache nie zainstalował się na dystrybucji która jest idealna dla serwerów. :) a jednak. Zaczęło być tego zbyt wiele dlatego postanowiłem ulec tymczasowym trendą i zainstalować…. UBUNTU HARDY HERON (nie róbcie tego w domu)… patrząc na desktop jestem zachwycony, ale próbując cokolwiek zrobić szlak mnie trafia. Nie ruszając nawet myszką system zużywa mi 20% procesora. Sytuacji nie załagodzi nawet działająca sonata i firefox 3. Już nawet wyłączyłem Compiz Fusion żeby spokojnie dało się cokolwiek zrobić.
Podsumowując Ubuntu co wydanie podnosi wymagania swojego systemu, dlatego zadowolić on może tylko użytkowników którzy mają nowy komputer a nie takiego grata jak mój Sempron 2300+ 1.6 GHz. Natomiast Debian robi system bardzo dobrze zoptymalizowany i działający na każdym sprzęcie, warunkiem dobrego działania jest nie przesadzanie z błyskotkami. Niestety moja wiedza jest na tyle uboga że nie miałem styczności z innymi systemami. Gentoo mnie odstrasza, mandriva ma u mnie opinie gorszą niż ubuntu, fedora jakoś nie przekonuje… Chyba nie ma co rozmyślać i pora kupić lepszy sprzęt, albo zacząć od nowa swoją przygodę z debianem.




KDE 4 i wielki zawód

26 04 2008

Przez ostatnie 2 tygodnie nie myślałem o niczym innym poza tym że 24 kwietnia wychodzi kubuntu 8.04, które jak ogłaszało wielokrotnie canonical miało zawierać kde4. Instalowałem już wcześniej wersje relase, ale nie mogłem do końca odkryć kubuntu ponieważ dopiero teraz na forum.ubuntu.pl umieszczone zostały repozytoria do hardy heron’a. Przez 2 dni ściągałem kubuntu i wreszcie doczekałem się gdy odpaliłem system z live cd. Pierwsze wrażenie? Trochę długo się instalował jak na kubuntu, ale to może dlatego że w czasie trochę bawiłem się plazmą. Po instalacji pierwsze co to sprawdziłem open office 2.4, które nie wnosi zbyt radykalnych zmian co do swojego poprzednika. Następnie oczywiście instalacja amaroka2. A tu wielki zawód, mówiąc prawdę bardziej podobała mi się jego poprzednia wersja. Dwójka jest zbyt (iście vistowsko) “błyszcząca”, przez co nie można zobaczyć jej prawdziwego potencjału. Kolejna rzecz która mi się nie podoba w kde4, to zarządzanie pulpitem. Wiem że zrobili tak żeby można było powrzucać sobie mnóstwo widgetów, ale po co normalnemu człowiekowi aż tyle błyskotek? Przez to nie mogę normalnie zarządzać plikami na pulpicie a to czasami naprawdę przeszkadza. Na dodatek zespół kde zafundował nam pasek menu który nie można usunąć, albo może i można ale ja nie odnalazłem tej opcji w prostej konfiguracji… nie da się nawet go zrobić przezroczystego trzeba się bawić z wielkim (można zmniejszyć tylko wtedy godzina się nie mieści) czarnym paskiem menu.
Szczerze mówiąc nie powinienem nawet ściągać to kubuntu, bo to był mój największy zawód ostatnich dni. Z przyjemnością wróciłem z powrotem do GNOMA i chyba będę musiał jeszcze trochę poczekać aż zacznę znów myśleć za przejściem do kde. Chyba że do trójki, ale to dopiero jak będę gnome zacznie mulić. Jednym słowem albo zostanę przy gnomie albo poczekam do kde 4.1 wtedy ponownie spróbuje swoich sił.
Dla ciekawskich kilka zrzutów z kde4 : (wszystkie zrzuty znajdziecie tutaj)




Screenshot kwiecień 2008

20 04 2008

Kiedyś doszedłem do wniosku że normalni ludzie robią sobie zdjęcia, a informatycy robią screenshoty :)Tak więc pora na pierwszy screenshot na moim blogu.

System operacyjny : Debian GNU/Linux
Środowisko graficzne : GNOME
Styl GTK: Creamy 1.0 by uel
Ikony: nuoveXT
Emerald: Simple & nice
Conky: Własna mieszanka z elementami new vision of conky (paczka do ściągnięcia)
Screenlets pokazujący odtwarzany utwór : NowPlaying, themes: Lucid-light
Tapeta: nie mam oryginalnego linku ale możecie pobrać stąd




Filmy na weekend

13 04 2008

Filmy, które chciałbym przedstawić to głównie same horrory. Znajdzie się także jeden film odbiegający od fabuły ale to może i na korzyść. Tak więc nie wszystkie filmy które dziś przedstawię dopiero weszły na ekrany kin ale jako że nie miałem okazji ich wcześniej obejrzeć również o nich napiszę.
Zaczniemy od filmu który na ekrany wszedł dość niedawno…

Oko (ang. The Eye) - w Polsce film można obejrzeć od 28 marca. Czytałem gdzieś wcześniej że jest to kiepski remake starego azjatyckiego horroru, więc byłem sceptycznie do niego nastawiony. Film opowiada o niewidomej dziewczynie, która po przeszczepie rogówki zaczyna widzieć zmarłe osoby. Muszę powiedzieć że niektóre sceny naprawdę budziły przerażenie i film przypomniał mi trochę Pokój 1408. A to wielki plus. No i Jessica Alba jako główna bohaterka, dzięki niej aż miło się ogląda horror :). Niestety pod koniec już nie jest tak dobrze jak z początku i nie ma już takiego klimatu. Oraz to prawie szczęśliwe zakończenie… Mimo to film godny polecenia. Jak na mój gust zwykłego szarego widza, 8/10.

Mgła (ang. The Mist) - Zacząłem od oka bo nie chciałem was przestraszyć z samego początku bo teraz może być już tylko gorzej. Powiem że nie spodziewałem się po Stephenie Kingu że mógł napisać coś tak nudnego i beznadziejnego. Fabuła opiera się na mgle która zabija, pożera i żądli wszystkich ludzi. Jak się później dowiadujemy w tej mgle znajdują się istoty z innego wymiaru, lecz nie to jest najgorsze. Najbardziej denerwowała mnie babka czytająca cytaty Biblii które chyba żaden teolog w życiu nie słyszał. Ale mimo to przekonuje do siebie większość osób, które potrafią nawet zabić jeśli rozkaże. Totalne dno nie było tam nawet jednego momentu w którym drgnął bym ze strachu. Wszytko można było przewidzieć… No może prawie wszystko, najbardziej chyba zaskoczyło mnie zakończenie. Mimo tego i tak nie mogę polecić tego filmu… nawet największemu wrogowi… 4/10 to max co mogę postawić… 4 za zakończenie.

Wzgórza mają oczy 2 (ang. The Hills Have Eyes 2) - na moje nieszczęście oglądałem również pierwszą część tego filmu więc spodziewałem się tego co mogę zobaczyć, ale prawda przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Opisując film w kilku słowach… krew, flaki i bluzgi. Plus czasami ohydne sceny na których chciało mi się rzygać. Jeśli chcecie obejrzeć ten film lepiej nie jedzcie nic podczas oglądania. Film bez żadnej fabuły… A najwięcej o tym filmie ma do powiedzenia chyba Wikipedia : Wzgórza mają oczy 2. Sam nie wiem co było gorsze to czy mgła… Jednym słowem film tylko dla ludzi którzy lubią popatrzeć na brzuch od środka i dla których film w którym nie ginie chociaż jeden bohater jest filmem straconym. Innym ludziom odradzam oglądanie tego filmu i jeśli będę miał szanse obejrzeć WMO 3 chyba odmówię. Czasami mogą przestraszyć sceny w których znikąd pojawiają się zmutowani górnicy. Dlatego 4/10 (chyba jednak mgła była gorsza)

Adrenalina (ang. Crank) - tym razem już nie horror a film akcji z 2006 roku. Dość stary ale ja go oglądałem niedawno. Mimo to całkiem mi się spodobał. W filmie nie ma spokojnych scen, cały czas coś się dzieje, a to dlatego że opowiada on o płatnym zabójcy, który został otruty przez środek który hamuje wydzielanie adrenaliny. Więc główny bohater sam musi się postarać o to aby ta adrenalina zaczęła się wydzielać. Co robi? Zaczynając od pobicia bandy murzynów przed którym później uciekał, przez sex na środku chińskiej dzielnicy, kończąc na wstrzyknięciu sobie epinefryny. Jak na film, w którym główny bohater musi umrzeć bardzo wesoły. Tak więc jest to drugi film, który jeśli ktoś nie oglądał powinien go obejrzeć. No i na koniec ocena… myślę że 8/10 wystarczy aby zachęcić do obejrzenia.




Witam Witam

7 04 2008

Tak więc któryś wpis musi być pierwszy na tym blogu. Tak się złożyło że to właśnie ten :) Co mam tu napisać. Może powinienem was zachęcić do odwiedzania tego bloga… a może powinienem opowiedzieć coś o sobie? Może i tak ale nie będę was zanudzał niepotrzebnymi informacjami. Jeśli wam spodoba się coś o czym będę pisał to będziecie wchodzić. Jeśli nie to trudno, nie będę was zmuszał do odwiedzania czegoś co wam nie pasuje. Może te pierwsze wpisy są niezdarne ale mam nadzieję że się poprawie i z czasem zacznę pisać w miarę długie posty. Jeśli chcecie się czegoś o mnie dowiedzieć to na wstępie powiem że za wiele wam nie zdradzę. Ale zawsze możecie zagadać na jabberze lub ostatecznie gadu… Także mam nadzieję że przypadnie wam do gustu mój blog i będę mógł się pochwalić że ktoś mnie odwiedza :)